Back to Top

mailsekretariat@mckrudasl.pl

telefon+48 32 248 62 40 | +48 32 244 29 52

lokalizacka MCKul. Piotra Niedurnego 69, Ruda Śląska 41-709


FacebookYouTubeInstagramTwitter

"Heksy z Hołdy" - piekielna komedia po śląsku

Z cyklu "Tyjater po naszymu, czyli po śląsku" 

"Heksy z Hołdy" - piekielna komedia po śląsku

Aktualne terminy prezentacji spektaklu w zakładce REPERTUAR. Zapraszamy!


Podobno dobrymi chęciami Piekło jest wybrukowane. A Piekło - oddział Ruda?

Belzebub, Pan czarcich czeluści pod Fryncitą wyznacza swoim podwładnym nowe zadanie do wykonania. Czego będą musieli dokonać Diobeł i Dioblica? Jakie mają pomysły na osiągnięcie wyznaczonego celu? Czy tytułowe Heksy okażą się wsparciem czy może utrapieniem w realizacji misji diabelskiego duetu? Kim jest Gustlik i czy musi bać się spotkania z wysłannikami Piekła? A może to oni powinni obawiać się jego… Musicie Państwo przekonać się sami!

Po przygodach Gity, suwnicowej z Huty Pokój, wizycie na Dzikim Zachodzie z Szeryfem z Fryn City – zapraszamy na premierowy spektakl „Heksy z hołdy” - wartka akcja, komediowa formuła, pełne humoru, błyskotliwe dialogi w gwarze śląskiej – to gwarancja kolejnej, niezapomnianej teatralnej przygody i przepis na dobrą zabawę!

Scenariusz i reżyseria: Zbigniew Stryj
Asystent reżysera: Anna Białoń
Scenografia: Zbigniew Stryj przy współpracy Magdaleny Chrostek
Choreografia: Agnieszka Ślusarek
Kostiumy: Dorota Zeliszek
Muzyka: Patryk Ołdziejewski
Reżyseria światła: Andrzej Kaczor
Inspicjent: Magdalena Chrostek
Autor plakatu oraz zdjęcia: Paweł JaNic Janicki
Prapremiera: 8 października 2022
Premiera: 9 października 2022

Występują: Anna Białoń, Magdalena Chrostek, Jolanta Niestrój – Malisz, Nina Siwy, Jakub Podgórski, Zbigniew Stryj, Krzysztof Wierzchowski, Jan Woldan

Czas trwania: 1 godz. 30 min. (1 przerwa)

ZAPRASZAMY!

= = = = = = = = = = = = = = = = = = = =


O spektaklu na łamach:

Pogodomy se po ślonsku. Jak sie skońcył sabat heksow z hołdy

Nasza godka słychać już w prowdziwych tyjatrach. Przodzi był "Cholonek" Janoscha, potym "Hanka" łod Alojza Lyski, a terozki "Heksy z hołdy" w Miyjskym Cyntrum Kultury w Rudzie Ślonski.

Kożdy mo na ziymi swoj „plac" (miejsce) i swoj konsek nieba. Ale że mo tyż przinoleżny mu konsek piekła, dowiedziałach sie niydowno. I że zamias na „Glacaty" (Łysy) Gorze, nasze hekse „flangyrujom" (żyją beztrosko) na hołdzie w Rudzie Ślonski, a niy w żodnym Salem. A Belzebub zamias w „szynku" (karczmie) Rzym, wobi duszycki w Miyjskym Cyntrum Kultury.

„Heksy z hołdy". Piekelno komedyjo po ślonsku

Ftoś może pedzieć, że bajdurza, ale widziałach to na włosne ślypia i słyszałach po ślonsku swojymi „daklami" (uszami). I niy ino jo. Bo nasza godka słychać już w prowdziwych tyjatrach. Przodzi był „Cholonek" Janoscha, potym „Hanka" łod Alojza Lyski. I kej sie łokozało, że ludzie cisnom sie na to dźwiyrzami i łoknami, zaniydugo moglimy przebiyrać w ślonskich „tyjatrach" (przedstawieniach) jak w ulyngałkach. Toż kej kamratka dała mi znać, że te same „szałszpilery" (aktorzy) kerych widziałach jak łodgrywali ślonsko komedyjo muzycno „Gita story" zaś cośik przirychtowali, byłach cołko „gyszpant" (podniecona).

„Wysztiglowałymy" (wystroiły) sie z dziołchom coby sie w Cyntrum Kultury w Rudzie Ślonski jakoś przekozać. Hań downo był tam huciany „gasthaus" (stołówka), za staryj Polski Kasino Huciane, potym chałpa kultury huty „Pokoj". A terozki jes plac kaj idzie se „dychnońć" (odpocząć), połosprowiać, cegoś ciekawego dowiedzieć abo „trefić" (spotkać) „Heksy z hołdy", bo tak sie mianuje zrychtowano tam piekelno komedyjo po ślonsku. Toż zicłymy se na zeslach i kej zrobiyło sie ćima, znodłymy sie w piekle. Jak momy „chica" abo „donc" (upał) to wszyscy godajom, że jes gorko jak w piekle. Ale tam był ziomb, bo żodyn niy hajcowoł.

Pocułymy „amajze" (mrówki) na puklu, jak diobelski szef swojym „sztiftom" (pomagerom) „lewity cytoł" (robił wymówki), że niy poradzom żodnego przekabacić, łotumanić i sprowadzić na zło droga. Nawet modego karlusa Gustlika, kerego niy ciongło ani do gorzołki, ani do frelkow. Belzebub straszył tyż sztiftow „brałzom" (prysznicem) ze świyncony wody. Cośik z tymi modymi dziobłami było jednak „niy echt" (nie w porządku), bo abo diobłować już niy chcieli, abo niy poradziyli. A na wiyrchu bogobojny Gustlik mioł robota, sztudiyrowoł i żodnego niy napasztowoł. Miyszkoł z łowdowiałym fatrym i godoł, że „Lepi mieć wancki w bifyju, niż kradzione w portmanyju".

Lepi toplać sie w ciaplycie, niż ze heksom przeżyć życie

Ale niy ino dziobły cichtowały na niywinne duszycki. Na hołdzie skisz tego samego zrobiyły se sabat hekse. Ludzie już sie na nich poznali i godali, że „Lepi toplać sie w ciaplycie, niż ze heksom przeżyć życie". Jedna ś nich miała kedyś chopa, ale „Kej chciała iś ś niym do pryka, łon durch skokoł do gulika", bo był utopcym. I musiała sie „szajdować" (rozwodzić). Hekse zagadujom trefionym chopom „jak buks policjantowi" (nudle na daklach jym wiyszajom), że „Fajno frela, karlus fajny, to jes cufal nadzwyczajny". Abo bierom jich pod wos - „Jo żech jes samotnom pannom i mom problym z badywannom. Prosza, pomoż mi kochany, łodpływ mom zasztopowany. Jo bych chciała sie wykompać, ale jak, mom iś pod plompa". Ale chop woli naprawić ji złomano mietła coby mogła … schroniać niom izba i godo: „Ja, jo tyż porzondek lubia, kożdy ćićik z cwitra szkubia".

A potym na hołdzie robi sie bajzel i przichodzi do haje. Ale fto komu naklupie, fto komu nakopie do rzici, fto komu do „kusika" (całusa), a fto na zapowiedzi, musicie łobejrzeć sami. Bo już przodzi sie łokozało, że ani hekse i dziobły niy som take „yjkle" (szpetne) jakby nom sie mogło zdować, ani ludzie take dobre jakby jym samym sie zdowało. Dziynki Bogu durch wiymy kaj my som, bo tatulek Gustlika rajzuje do Bielszowicow i do Halymby, a krupnioki som łod Kusia, jednego ze sponsorow. I zarozki mi sie spomniało, że w „ajsszranku" (lodówce) momy stamtond wusztliki i rolszinka, bo jeżdżymy do niego tyż po karminadle, „panczkrałt" (sztamfowane kartofle z kiszonom kapustom i łomastom) i żur.

Brawo Zbigniyw Stryj, brawo szałszpilery!

Jak szałszpilery śleźli z „biny" (sceny) i zrobiyło sie widno, kukłach na moja dziołcha. A łona, jak tyn Belzebub – corno, choćby zbabrano sadzom. Pod ślypkami siwe „fleki" (plamy), na karku „bakynborty" (brudna szyja), a na licach cołko „danga" (tęcza) z tuśkow, pulwrow i mazidłow. Noprzod żech sie wylynkła, eli ftoś mi bajtla podmiyniył, bo miała w kapsie moj bajtlik i klucyki łod autoka. Chnet jednak spokopiyłach, że tak sie chichrała, co płacki same sie ji „kidały" (kapały). Dobrze, że miała w taśce zmocone „sznupetle" (chusteczki) i „zonenbryle" (okulary przeciwsłoneczne). Ale zaroz dała znać kamratkom i familji, że majom „sztalować" (zamawiać) bilety, bo potym może być za niyskoro. A jo moga dopedzieć ino jedno: Brawo Zbigniyw Stryj kery hekse wynokwiył i przirychtowoł, brawo szałszpilery i Miyjske Cyntrum Kultury w Rudzie Ślonski! I cekać, aże zaś „szafnom" (zrobiom) coś gryfnego.

Barbara Szmatloch, "Gazeta Wyborcza" - Katowice, 15.10.2022
Recenzja - źródło: TUTAJ oraz TUTAJ 

- - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Piekło Oddział Ruda Śląska

Czarujące czarownice szukające narzeczonego, diabły zrywające z piekielną przeszłością, ludzie chodzący własnymi ścieżkami i wielka, międzygatunkowa miłość – „Heksy z hołdy”, czyli nowa produkcja Miejskiego Centrum Kultury im. Henryka Bisty w Rudzie Śląskiej to komedia w najczystszej postaci i w dodatku cała po śląsku.

(…) Na scenie tutejszego Miejskiego Centrum Kultury im. Henryka Bisty, która niebawem będzie działała pod szyldem Śląskiego Teatru Impresaryjnego im. Henryka Bisty, do tej pory wystawiono już trzy sztuki po śląsku: „Gita story” (o suwnicowej z Huty Pokój), „Szeryf z Fryn City” (o wizycie na Dzikim Zachodzie) oraz mające swą premierę w październiku „Heksy z hołdy”. Autorem wszystkich scenariuszy jest Zbigniew Stryj, zabrzanin, aktor Teatru Nowego w Zabrzu i zastępca dyrektora ds. artystycznych tamtejszej sceny. Niewykluczone, że powstający rudzki teatr przyjmie właśnie taką linię repertuarową.

„Heksy z hołdy” to spektakl powstały według scenariusza Zbigniewa Stryja, który odpowiada także za reżyserię i scenografię. Choć to zgoła fikcyjna opowieść rozgrywająca się w świecie pełnym czarów, w dialogi wplecione zostały odniesienia do współczesności. Przykładowo, rudzki Belzebub wskazuje, że prawdziwy diabeł mieszka w podziemiach pod Kremlem. Diaboliczne kostiumy zaprojektowała Dorota Zeliszek, a choreografię przygotowała Agnieszka Ślusarek, z kolei muzyka, korespondująca ze sceniczną akcją, to dzieło Patryka Ołdziejewskiego.

Akcja spektaklu osadzona została w Rudzie Śląskiej, głównie w Nowym Bytomiu, znanym też jako Fryncita oraz Orzegowie i w Bielszowicach, a także na terenie jednej z rudzkich hałd, gdzie swoje siedlisko mają heksy. Jego bohaterami są diobły (diabły), heksy (czarownice) i rudzianie, ale pojawia się także utopiec (demon wodny z wierzeń słowiańskich), który był niedoszłym mężem jednej z heks. Romans zakończył się, ponieważ wybranek „durś się taplał w stawie” czy skakał do gulika (studzienki kanalizacyjnej), albo pływał w ausgusie (zlewie). W czeluściach pod Fryncitą władzę sprawuje Belzebub, który „robi ino w dni powszednie, a w sobotę i niedzielę fajruje”. Piekielne interesy nie układają się jednak po myśli władcy podziemi, dlatego też decyduje się na wysłanie swoich podwładnych z misją na powierzchnię. W zaledwie cztery dni mają pozyskać duszę pewnego Gustlika. Szybko okazuje się, że młodzieniec znajduje się również na celowniku trzech heks… a i diobły, których „szczęście omija jak karpia przed wiliją”, podczas rajzy po Rudzie zmieniają swoje plany. W pewnym momencie akcja nieco się rozjeżdża, pierwotny koncept został zarzucony, a linia fabularna zmienia się. Można odnieść wrażenie, że akcja zbyt szybko zmierza do zaskakującego happy endu. Nie zmienia to faktu, że rymowane śląskie dialogi naszpikowane humorystycznymi powiedzeniami co rusz wywoływały wśród publiczności salwy śmiechu. A o to chodziło artystom.

Scenografia jest skromna, ale sugestywna. Przestrzeń tytułowej hołdy wyznaczają pojedyncze krzewy, które zazwyczaj porastają zwałowiska, z kolei dom Gustlika symbolizuje fotel, stolik i komoda oraz kultowy odkurzacz, będący pamiątką po PRL-u, a siedzibę Belzebuba – świeczniki przypominające widły zakończone dłońmi i metalowe ozdoby zwisające z sufitu. Dużą rolę odgrywa tu reżyseria świateł i kolory przypisane poszczególnym strefom. W piekle króluje czerwień, na hołdzie – granat, a obszar domu wyznacza ciepłe, żółte światło. Przestrzenie te są wyraźnie wyznaczone.

Bohaterowie są charakterystyczni i charakterni. Twórca spektaklu, Zbigniew Stryj, wcielił się w rolę biadolącego Belzebuba, któremu – niczym serialowemu Lucyferowi – zbrzydło zarządzanie piekielnymi włościami. Ubrany jest eklektycznie. Jego głowę zdobi hełm z rogami stanowiący skrzyżowanie niemieckiego stahlhelmu z rogami niesłusznie przypisywanymi wikingom. Do tego czarna, skórzana kurtka i olbrzymi wisior na szyi. Jolanta Niestrój-Malisz – jako paktująca z nim heksa – jest dostojna, diaboliczna i niczym dumna królowa przewodzi swoim siostrom. Z kolei przedstawiciele śmiertelników zdecydowanie odstają od piekielnego towarzystwa. Gustlik Jakuba Podgórskiego został przedstawiony jako zakompleksiony, skromny, pruderyjny student, któremu nie w głowie amory. Jednakże z czasem dokonuje się w nim pewna przemiana. Z kolei jego ojciec (Krzysztof Wierzchowski) to wcielenie typowego Ślązaka. Komediowego talentu nie można odmówić Janowi Woldanowi, który zagrał diabła skazanego na problemy gastryczne.

„Heksy z hołdy” reklamowane są jako „strasznie śmieszny horror po śląsku”. I trzeba przyznać, śmiesznie jest, ale czy to horror? Zdecydowanie nie. Spektakl utrzymany jest w lekkiej, komediowej formule, której siła drzemie w komizmie słownym, postaciach i śląskich rymach. Pełne humoru dialogi, zabawne pointy, absurdalna historia i wartka akcja to cechy charakterystyczne komedii Stryja, który bawi się formą i treścią. Tworzy zabawnych bohaterów, obdarzając ich charakterystycznymi słabostkami. Jeden z „diobłów”, cierpiący na morzysko, jest niczym „bimber bez procentów” lub „karminadel z soi” (kotlet mielony).

Rudzka komedia wpisuje się w nurt śląskich spektakli, których punktem wyjścia jest lokalna historia. Poprzez odniesienie do realnie istniejących miejsc pojawia się regionalny koloryt, jednakże bohaterowie są całkowicie fikcyjni. To dobry przykład teatru ludycznego programowanego pod konkretnego odbiorcę. Jak mówią bohaterowie rudzkiego spektaklu: „Są zasady i jest kwas, wszystko w życiu ma swój czas”. Teraz ewidentnie jest czas na śląskie historie opowiadane po śląsku. Mamy do czynienia z boomem na podobne spektakle i renesansem zainteresowania śląską kulturą, który prowadzi do jej popularyzacji. Wiąże się to jednak z pewnym ograniczeniem. Tekst, a przede wszystkim humor wpisany w dialogi, będzie zrozumiały jedynie dla ograniczonego grona odbiorców, a więc osób posługujących się śląskim, a śląska widownia, jak pokazała podczas premiery, świetnie się bawi.

Magdalena Mikrut-Majeranek – Teatrologia.pl – 13.10.2022
Recenzja – źródło: TUTAJ 


= = = = = = = = = = = = = = = = = = = =

- - - - - - -

Partnerzy:
- Magia Kwiatów
- Zakład Przetwórstwa Mięsnego "Kuś"
- Teatr Nowy w Zabrzu

- - - - - - -
Patronat medialny:
- Goniec Górnośląski
- Śląska.tv
- Rudaslaska.com.pl
- Rudzianin
- Ślązag
- Wachtyrz.eu
- Radio FEST
- TVP Katowice 

- - - - - - - - - - - - - -
Zdjęcia: Paweł JaNic Janicki

 

Ta strona wykorzystuje pliki cookies.

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.